Poświęcenie? Zrobienie wszystkiego dla ukochanej osoby? Chęć przebywania tylko z nią? Bez niej świat staje się niczym? Czy to nie jest romantyczne? Czy to opis wielkiego uczucia rodem z największych bestsellerów o miłości? Niekoniecznie. Kiedy druga osoba staje się całym Twoim światem, życie bez niej traci jakikolwiek sens, a myśl o rozstaniu napawa niewyobrażalnym lękiem, to nie zawsze musi to oznaczać związek najlepszych kochanków.
Uzależniona od partnera czarna łabędzica
„Jeżeli kiedykolwiek dałaś się opętać mężczyźnie, musiałaś chybaczasem mieć wrażenie, żeźródłem wszystkiego nie była miłość, lecz strach. Kto kocha obsesyjnie,wciąż się boi — boisię samotności, boi się bycia niekochanym i niedocenianym, boi się zlekceważenia, opuszczenia, a nawet zagłady. Darzymy miłością w desperackiej nadziei, że mężczyzna uśmierzy nasze lęki. Niestety, lęki— a wraz z nimi obsesje — pogłębiają się, aż w końcu darzenie miłością po to, by ją otrzymać, przeistacza się w główną siłę napędową naszego życia. A skoro strategia nie przynosi efektów, próbujemy jeszcze raz, kochamy jeszcze mocniej. I tak zaczynamykochać za bardzo”.
To fragment z książki Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo”. Idealnie opisuje syndrom kochania za bardzo, jak również osobowość zależną, która stanowi dla niego podłoże.

Osobowość zależna

Osobowość zależna często jest przyczyną „kochania za bardzo”. Osoby, które ją posiadają, uzależniają się od innych, potrzebują oddać swój los pod opiekę innych, co prowadzi do uległości i podatności na wpływy innych ludzi. Mają nieodpartą potrzebą bycia z innymi pod różnymi postaciami. Poprzez fizyczną i psychiczną bliskość. W czasie, gdy fizyczna obecność jest niemożliwa, pragną kontaktów pod postacią rozmów telefonicznych, czy wiadomości, w których padają zapewnienia o byciu ważnym dla partnera. Często dla chwil uwagi są w stanie wiele poświęcić, a wszystko po to, by czuć się ważnym, kochanym i by mieć pewność, że ta druga osoba po prostu jest i o nas pamięta. Ich życie krąży wokół ludzi, którzy stanowią dla nich bezpieczną przystań, w której zawsze można się schronić przed światem. Świadomość tego, że nie ma osoby bliskiej, która może nas wesprzeć, wywołuje lęk i niepokój. Podjęcie prostych codziennych decyzji bez zasięgania rady i uzyskania poparcia jest dla nich bardzo trudne. Zaprzeczanie swoim emocjom nie jest problemem, gdy tego wymaga dostosowanie się do drugiego człowieka. Uważają się za osoby bezradne i bezbronne, niezdolne do życia bez innych. W partnerze widzą swojego opiekuna, który poprowadzi ich szczęśliwie przez życie. Podporządkowują swojepotrzeby, myśli, działania pod innych tak, by ich nie utracić. W świadomości osób z osobowością zależną tkwi przekonanie, że odmienność od poglądów osób znaczących będzie wiązało się z ich utratą. A co z własnymi oczekiwaniami? Wobec życia, partnera, codzienności? Nie są na tyle ważne, by stały się powodem rozstania. Przecież łatwiej jest rozstać się z poglądami niż z ludźmi. Już nawet nie wiem, ile razy musiałam napisać „ludzie”, „osoby”, „inni”, „bliscy” itd., ale to właśnie wokół nich kręci się i zbudowany jest świat osób z osobowością zależną.

Punkt wyjścia

Czy on mnie akceptuje? Czy jestem wystarczająco dobra? Czy go nie uraziłam? Co robię źle? Co jeśli ma inne zdanie? Co jeśli nie spodoba mu się to, co robię? Te i inne pytania są na porządku dziennym osób z osobowością zależną. Przekonania typu: podporządkuj się, dbaj o związek, nie daj mu powodów do gniewu są mocno zakorzenione w psychice. Nie bez przyczyny użyłam formy żeńskiej, ponieważ to kobiety częściej borykają się z tym zaburzeniem. Skąd się ono wzięło? Co jest za to odpowiedzialne? Odpowiedź jest jedna i jednakowa dla zaburzeń osobowości. Mniej więcej po połowie rozkładają się czynniki genetyczne i środowiskowe. Osoba ma podatność na tego typu zaburzenie, a czynniki środowiskowe mogą, choć nie muszą jej wyzwolić. Osobowość może ulec dezintegracji, gdy dochodzi do traumatycznych przeżyć, jak również może być objawem choroby psychicznej. Niekorzystne zdarzenia oraz niektóre z metod wychowawczych mogły przyczynić się do wzmocnienia poczucia zależności i osłabiły wiarę we własne możliwości. Nie tylko autorytarny, ale również nadopiekuńczy styl wychowania mógł zachwiać poczuciem wartości dziecka. Poczucie, żejest się niewystarczająco kochaną w dzieciństwie staje się powodem ciągłego starania się o tę miłość. Ten głód miłości z dzieciństwa może zostać zaspokojony w dorosłości w związku z partnerem, który ma zadanie spełniać rolę opiekuna życiowego. Brak poczucia własnej wartości, strach przed odrzuceniem, brak wiary we własne kompetencje stają się podłożem zachowań autodestrukcyjch oraz tego, że osoba tkwi w toksycznym związku. Lęk przed samotnością jest zbyt paraliżujący, ponieważ to właśnie w samotności człowiek musi mierzyć się sam ze sobą.

Idealny partner – ratunek czy nałóg?

Ktoś pomyśli: opiekuńczy, troskliwy, zaangażowany – wymarzony partner. Zapewne jest to prawda, gdy wszystko odbywa się w granicach nomy. Ale skąd wiadomo, gdzie jest norma, a gdzie już przesada? W momencie, gdy dajemy się wykorzystywać, a nasze granice zostają przekroczone. Tylko problem w tym, że osoby z osobowością zależną lubią dostosowywać swoje granice do innych ludzi, ponieważ nie mają ich jasno ustrukturalizowanych. Kiedy nie wiemy, czego chcemy, a czego nie, możemy być podatni na manipulację. Osobowość zależna często wiąże się z osobami dominującymi. Jeśli są to ludzie pozytywni, nie mający na celu wykorzystywanie innych, to taki związek może odnieść sukces, a strony będą odczuwać satysfakcję i zadowolenie. Osoba zależna może brać dobry przykład i uczyć się od partnera zaradności, samodzielności, a przez to zwiększać swoje poczucie wartości. Jeśli tylko partner jej nie przytłoczy, związek może okazać się rozwijający dla dwojga. Gorzej, jeśli trafi się na dominującego człowieka z negatywnymi zamiarami. Ze względu na swoją przewagę to on będzie czerpał energię z osoby zależnej. Wykorzystywanie jej, często sprawianie bólu,osiąganie przyjemności lub podnoszenie własnej wartości jej kosztem stanowią codzienność tych par. Bardzo często w takim związku partnerzy są wzajemnie od siebie uzależnieni, a przez to bardzo trudno go zerwać. Staje się nałogiem dla obu stron. Partner z osobowością zależną traktuje związek jak ucieczkę od wewnętrznej pustki, w której króluje niskie poczucie własnej wartości oraz lęk przed samotnością. Choć związek powoduje cierpienie, to ten nałóg jest silniejszy i uniemożliwia wyswobodzenie się z toksycznego związku. Staje się trucizną, która zatruwa organizm od środka, rujnuje pozostałości poczucia wartości i zabija resztki niezależności.
Miłość toksyczna jak piękny sromotnik

Antidotum

Jak więc kochać i być kochanym, mając osobowość zależną? Po pierwsze – to nie jest dożywotni wyrok na życie w nieszczęściu i z ludźmi, którzy będą wykorzystywać słabości. Życie każdego zależy od niego samego. Osoby z tym rodzajem osobowości też mogą tworzyć szczęśliwe i zdrowe relacje. Należy jednak zacząć od siebie. Cała energia, która była wkładana w związek, może stać się motorem do poznania własnego wnętrza, swoich potrzeb, pragnień, dążeń. Kiedy je poznajemy, stają się one naszymi granicami i drogowskazami. Patrząc na nie świadomie i akceptując je, z większym oporem będziemy je łamać. To praca u podstaw – często nad własnym poczuciem pewności autonomicznych decyzji, poczuciem własnej wartości. Ale tak jak dombez fundamentów, tak i my nie możemy obejść się bez posiadania gruntownej wiedzy o sobie. Mimo podanych wcześniej prawdopodobnych „wyzwalaczy” tej osobowości, każdy przypadek jest inny i należy znaleźć własne w osobistej historii życia a także schematy, które nami rządzą. Osobowość zależna jest jak alkoholik, któremu ciężko oderwać się od nałogu, niszczącego go od środka. I jak to bywa u osób uzależnionych, tak i tu potrzebna jest pomocna dłoń. Z pomocą może przyjść terapia, w której skupia się najpierw na redukowaniu destrukcyjnych objawów, by potem przejść do zakorzenionych przyczyn. Dobierana jest indywidualnie dla każdego. Czasem konieczne są też leki i odpowiednia farmakoterapia zlecona przez lekarza, gdy pojawiają się objawy depresyjne lub lękowe. Nie są to jedyne opcje. Istnieją również grupy wsparcia. Można w nich zaczerpnąć informacji od osób, które przeszły tą samą drogę i sobie poradziły.
Wyzwolona z kochania za bardzo baletnica tańcząca
Nie jest łatwo zrobić ten pierwszy krok i przyznać przed sobą, że coś jest tak, jak nie powinno. Najczęściej ludzie z osobowością zależną zwracają się do psychologa jedynie z konsekwencjami, czyli z zewnętrznymi objawami. Problemy w relacji, niemożność zrozumienia, dlaczego partner nie docenia naszych starań, choć chcemy przychylić mu nieba. Przyczyną jest również utrata osoby wspierającej, od której byliśmy zależni. Oderwanie się od niszczących schematów przywraca szacunek do siebie oraz wiarę we własne możliwości. Daje poczucie niezależności i pozwala znaleźć zaufanie do siebie. Uzyskana satysfakcja stymuluje do dalszej pracy i rozwijania się w relacjach z innymi. Pomaga w znalezieniu miłości, która nie uzależnia. Jest prawdziwa i dojrzała. Korzyści są równie wielkie jak trud i praca nad sobą, tak więc warto dołożyć wszelkich starań, by na początku stać się odpowiednim partnerem dla samego siebie.

Bibliografia

Dyl-Matuszko, K. Osobowość zależna. Pozyskano z: http://www.zaburzeniaosobowosci.pl/zalezna.html

Frąckowiak-Sochańska M. (2011), Zdrowie psychiczne kobiet i mężczyzn. Płeć społeczno-kulturowa a kategorie „zdrowia psychicznego” i „chorób psychicznych”, [w:] „Nowiny Lekarskie”, nr 80(5), s. 394-406.
Herzyk, E. Uzależnienie kobiety od mężczyzny, czyli syndrom „kochania za bardzo”.
Hezryk, E. Nałóg kochania.
Murawiec, S. Osobowość zależna. Pozyskano z: https://psychiatria.mp.pl/zaburzenia_osobowosci/71292,osobowosc- zalezna
Norwood R. (2015), Kobiety, które kochają za bardzo. Dom Wydawniczy Rebis.